Autor: E L James
ISBN: 978-83-7508-556-3
Wydawnictwo: Sonia Draga - dziękuję!
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 608
Ból w odróżnieniu od
przyjemności, nie nosi maski – Oscar Wilde
Jeśli jesteś wrażliwy, nie lubisz
ulegać kontrowersjom, tematyka sadomasochizmu i seksualnych perwersji budzi
twoją odrazę i wstręt; jeśli wiesz, że nawet drugie dno książki nie zatrze
nieprzyjemnego wrażenia spowodowanego fabułą – to nie jest książka dla Ciebie.
Jeśli jednak wiesz, że niewiele jest w stanie Cię oburzyć, spróbuj wybrać się w
podróż do granicy bólu i płynącej z niego przyjemności wraz z Christianem
Greyem i Anastasią Steele.
Uległa i Pan. BDSM - skrótowiec
pochodzący od słów "związanie" i "dyscyplina" (ang. bondage
& discipline, ), "dominacja" i "uległość"
(ang. domination & submission).
W świetle wolności, każdy ma
prawo wybrać taką relację seksualną, jaka najbardziej mu odpowiada. Forma
związku uległa-Pan zawiera w sobie szerokie spektrum doświadczeń powszechnie
uznawanych za sadyzm i masochizm. Czerpanie przyjemności seksualnej z bólu, ma
swoje źródło jeszcze w czasach Markiza de Sade’a, nazwiska będącego źródłosłowem
dla tego typu zachowań. Jak uczy historia, de Sade’a nie był pierwszą osobą
lubującą się w takim przeżywaniu swojej seksualności, stał się jednak pierwszym
odważnym, który tak dosadnie opisał tę sferę. Książki Sto dwadzieścia dni Sodomy czy Justyna
czyli nieszczęścia cnoty, pomimo swej kontrowersyjności, są już klasyczne,
a sama postać markiza na tyle ważna, że opiewa go niejeden film. Trudno więc
nie zgodzić się z tym, że sadyzm ma szczególne miejsce w ludzkiej świadomości i
nie jest jej obcy. Zwłaszcza, że dziś książek opiewających te zachowania,
przybywa coraz więcej i więcej.
Sadyzm, to nie tylko krępowanie drugiej osoby, kneblowanie, fetyszyzm, spis zasad, za których nieprzestrzeganie grozi cielesna kara, to nie tylko dominacja jednej ze stron i uległość drugiej. To nade wszystko interakcja, której każda osoba ma prawo powiedzieć „dość”, ma prawo określić swoje granice bezwzględne i na bieżąco je korygować. Wszystko dzieje się za zgodą. Ten przydługi wstęp konieczny był do zrozumienia tego, co tak naprawdę wydarzyło się między dwójką bohaterów pierwszej części trylogii Pięćdziesiąt odcieni.
Sadyzm, to nie tylko krępowanie drugiej osoby, kneblowanie, fetyszyzm, spis zasad, za których nieprzestrzeganie grozi cielesna kara, to nie tylko dominacja jednej ze stron i uległość drugiej. To nade wszystko interakcja, której każda osoba ma prawo powiedzieć „dość”, ma prawo określić swoje granice bezwzględne i na bieżąco je korygować. Wszystko dzieje się za zgodą. Ten przydługi wstęp konieczny był do zrozumienia tego, co tak naprawdę wydarzyło się między dwójką bohaterów pierwszej części trylogii Pięćdziesiąt odcieni.
Pozornie ułożona, bardzo
wykształcona, mądra, inteligentna, z perspektywami na przyszłość miłośniczka
literatury i perwersyjny, surowy multimiliarder, który w bardzo młodym wieku
dorobił się fortuny, to dwa różne światy, a jednak w pewnym momencie chciałoby
się krzyknąć: trafił swój na swego. Zupełnie różni, a jednak podświadomie pragnący
tego samego, przyciągający się pomimo przepaści dzielącej ich światy. On szuka
kolejnej uległej, ona nigdy nią nie będzie, a mimo to, po raz pierwszy jedno i
drugie nie potrafi się sobie oprzeć.
Na jego punkcie szaleją kobiety, ona do tej pory pozostawała daleko od relacji damsko-męskich. Dla niego liczy się tylko seks, dla niej tylko książki. Gdy przypadkowo na siebie trafiają, ich życie ulega diametralnej zmianie. Elektryzujące przyciąganie, rosnące pożądanie i narastające między nimi erotyczne napięcie sprawi, że każdy z nich przesunie swoje granice, byle tylko być bliżej drugiego.
Na jego punkcie szaleją kobiety, ona do tej pory pozostawała daleko od relacji damsko-męskich. Dla niego liczy się tylko seks, dla niej tylko książki. Gdy przypadkowo na siebie trafiają, ich życie ulega diametralnej zmianie. Elektryzujące przyciąganie, rosnące pożądanie i narastające między nimi erotyczne napięcie sprawi, że każdy z nich przesunie swoje granice, byle tylko być bliżej drugiego.
To książka, w której zacierają się
granice między bólem a przyjemnością, która momentami przez dokładne opisy
odrzuca, budzi odrazę, jakieś poczucie wstydu i przyzwoitości, które każą nam
zasłonić oczy i udawać, że nie będziemy tego dalej czytać. To opowieść o tym,
jak wiele człowiek jest w stanie poświęcić i zaryzykować dla drugiego, o tym, jak
przyciąga nas niebezpieczeństwo, tajemnica, surowość, stanowczość i magnetyzm
innych. O tym, jak pociąga nas nieznane, o tym jak fascynujące i onieśmielające
może być poddanie się. Faktem jest, że bohaterowie na pierwszy rzut oka wydają
się być mocno zachwiani psychicznie – ich zapędy nie wzięły się bowiem z
niczego, są wynikiem traumy dzieciństwa. Chęć kontrolowania innych i
podporządkowywania ich sobie jest skutkiem wykorzystywania w pierwszych latach życia,
niezdolność do zaangażowania się uczuciowego jest konsekwencją braku miłości, a
paraliżujący strach, który bohater ukrywa pod płaszczem surowości jest
kontynuacją bezbrzeżnego przerażenia wypływającego z wczesnej młodości.
Książka kipi od erotyzmu i seksualnego
napięcia, od którego nie da się uciec. Choć autorka nie wzniosła się na wyżyny
literackiego kunsztu, trudno tego oczekiwać. Co nie ulega wątpliwości to fakt,
że powieść ta intensywnie wciąga, wciąga tak, jak mało która powieść na
najwyższym poziomie. Publikacja ta nie wymaga od nas intelektualnego wysiłku,
nie oczekuje naszego literackiego obycia, znajomości jakiejś zawoalowanej konwencji–
to przykładna powieść erotyczna, więc trzeba liczyć się z jej konsekwencjami
gatunkowymi.
Fenomenem jest dla mnie to, że autorka dokonała czegoś niemożliwego – magnetyzm jej bohatera wylewa się wręcz z kart powieści i nieopisanie oddziałuje na czytającego – Grey „każe” nam czytać, a my pokornie, niczym ulegli, spełniamy jego zachciankę. I choć większość dialogów podczas opisywanych scen łóżkowych jest tendencyjna, trywialna, wystudiowana, powtarzalna [dalej mała, zrób to dla mnie pojawia się niezliczoną ilość razy], to jednak nie one są tutaj najważniejsze. Co mnie irytowało to pewna nieścisłość – Grey został przedstawiony jako postać o wysokiej kulturze osobistej i mimo, że prawie przez całą książkę zachowywał się nienagannie, to ani razu nie zdarzyło mu się zachować poprawnie w sytuacji przedstawiania kogoś drugiej osobie – każdorazowo popełniał w tej sferze błędy, które negują jego kulturę osobistą i obycie. Wielki zgrzyt. Co mnie jeszcze rozbawiło, to nazwanie „szaleńczą inwokacją” zwrotu „Ana!”. Szaleńcza na pewno, ale gdzie tu inwokacja [rozbudowana apostrofa]? Tyle wpadek.
Fenomenem jest dla mnie to, że autorka dokonała czegoś niemożliwego – magnetyzm jej bohatera wylewa się wręcz z kart powieści i nieopisanie oddziałuje na czytającego – Grey „każe” nam czytać, a my pokornie, niczym ulegli, spełniamy jego zachciankę. I choć większość dialogów podczas opisywanych scen łóżkowych jest tendencyjna, trywialna, wystudiowana, powtarzalna [dalej mała, zrób to dla mnie pojawia się niezliczoną ilość razy], to jednak nie one są tutaj najważniejsze. Co mnie irytowało to pewna nieścisłość – Grey został przedstawiony jako postać o wysokiej kulturze osobistej i mimo, że prawie przez całą książkę zachowywał się nienagannie, to ani razu nie zdarzyło mu się zachować poprawnie w sytuacji przedstawiania kogoś drugiej osobie – każdorazowo popełniał w tej sferze błędy, które negują jego kulturę osobistą i obycie. Wielki zgrzyt. Co mnie jeszcze rozbawiło, to nazwanie „szaleńczą inwokacją” zwrotu „Ana!”. Szaleńcza na pewno, ale gdzie tu inwokacja [rozbudowana apostrofa]? Tyle wpadek.
Żywię nadzieję, ba, jestem
głęboko przekonana o tym, że cała erotyka stała się tu jedynie pretekstem do
opowiedzenia o czymś ważniejszym – drugiego dna nie szukałam bowiem wcale na
siłę, rzuciło się w oczy momentalnie, przez co jasnym jest dla mnie to, że
kolejne części odsłonią przede mną skrywaną tajemnicę. Autorka zachowała
kompozycję otwartą, urwała opowieść w momencie całkowitej zmiany akcji,
zawiesiła fabułę, zmuszając czytelnika do lektury kolejnych części, niczego nie
wyjaśniając.
Być może sama rzucam się przez to na pożarcie krytyków i przeciwników trylogii, ale po drugi tom sięgnę z nieskrywaną przyjemnością, bo co tu dużo kryć, tę książkę po prostu rewelacyjnie się czyta. I choć nie jest literackim majstersztykiem, nie jest nawet oryginalna, bo jej podobnych w księgarniach znajdziemy na pęczki – to jednak jest w niej coś, być może właśnie to drugie dno, które tak bardzo chcę odkryć, co sprawia, że nie sposób przejść wobec niej obojętnie.
Być może sama rzucam się przez to na pożarcie krytyków i przeciwników trylogii, ale po drugi tom sięgnę z nieskrywaną przyjemnością, bo co tu dużo kryć, tę książkę po prostu rewelacyjnie się czyta. I choć nie jest literackim majstersztykiem, nie jest nawet oryginalna, bo jej podobnych w księgarniach znajdziemy na pęczki – to jednak jest w niej coś, być może właśnie to drugie dno, które tak bardzo chcę odkryć, co sprawia, że nie sposób przejść wobec niej obojętnie.
Niesłychaną moc ma również
reklama, a właściwie antyreklama tej powieści. Gdy w myśl zasady "nieważne jak, byle mówiono" same księgarnie i
dystrybutorzy obrzucają ją obraźliwymi epitetami, to ciekawość czytelnika
niemożliwie rośnie – taką publikację trzeba przeczytać, chociażby ze względu na
to, by przekonać się o co tyle szumu. Marketing zdziałał cuda, przez co ta, pod
wieloma względami sztampowa powieść dla dorosłych, stała się niewątpliwym
hitem.
Dziwię się, gdy ktoś obrzuca ją
błotem ze względu na mnogość zawartych w niej scen erotycznych – czego innego
spodziewać możemy się po książce, która z założenia ma być tekstem o
perwersjach i takim, a nie innym seksie? Kunsztu literackiego, pięknych słów,
wzniosłych deklaracji i patetycznych wyznań w niej nie znajdziemy, ale ludzie -
litości, to byłoby wręcz dziwne, nie współgrałoby z treścią, burzyłoby
harmonię, stanowiło widoczny zgrzyt.
Po książce erotycznej nie
spodziewajmy się wzruszającej historii miłosnej, tak jak po książce
dokumentalnej nie spodziewajmy się zaskakującej i sensacyjnej akcji. Nie ten
gatunek.
A jeśli mogę coś zdradzić, to
powiem jedynie, że dla wnikliwego oka i czujnego czytelnika, ta książka mimo
wszystko MOŻE stać się preludium do wzruszającej, pomimo całej otoczki bólu i
zboczeń, historii miłosnej.
A jak to będzie naprawdę, dopiero się okaże.
I tak, polecam. Nie dla samej książki, ale dla zjawiska jakim się stała. Proszę Państwa, mamy (nie)godnego następcę Zmierzchu.
_________________
Dopisek: Zauważam w tej książce jeszcze jedno, co w samej recenzji mi umknęło: to wielki apel do społeczeństwa amerykańskiego. Powieść ta została napisana z myślą o przeciętnym człowieku, zmęczonym życiem takim, jakie przedstawiane jest w wieczornych wiadomościach, udręczonym nudną codziennością, dawno temu rezygnującym z niedoścignionych marzeń, uznając je za nienależne sobie. Przedstawicielem tychże ludzi jest Anastasia - dziewczyna młoda, mądra, z ambicjami, a mimo to przeciętna i w tę przeciętność coraz silniej wrastająca. Przeciwwagę dla niej stanowi Christian - daleki od przeciętności mężczyzna, przed którym kobietom miękną kolana, a który mogąc mieć wszystko i każdego, zdecydował się na związek z Aną, przeciętną Amerykanką. To czytelny sygnał do przeciętnego czytelnika: możesz wszystko, nie jesteś gorszy, mierz wysoko, a wiele osiągniesz, jesteś wiele wart.
Przeszłość Christiana udowadnia, że nawet taki człowiek jak on - mający za matkę prostytutkę, trafiający później do idealnej rodziny, zapewniającej wszystko, ale też z wielkimi oczekiwaniami; człowiek, którego psychika w bardzo młodym wieku została silnie nadszarpnięta, może osiągnąć wiele: wystarczy samozaparcie, wystarczą chęci. Mamy więc tutaj sygnał podwójny: Grey nie urodził się miliarderem i pewniakiem - takim uczyniło go życie, które postanowił chwycić mocno w garść, z którego postanowił wycisnąć tyle, ile się da. James podprogowo namawia: rób to samo.
Może część się z tym nie zgodzi, ale pomimo wszystko, ta książka, to powieść wielowarstwowa, której w żaden sposób nie nadinterpretuję. Wszystkie fakty podane są czarno na białym, wystarczy chcieć je dostrzec.
Niesprawiedliwością byłoby uznanie jej za całkowicie nieudaną, tylko dlatego, że ktoś mądry tak orzekł. Mamy prawo decydowania o tym, co nam się podoba, a co nie. Mamy prawo interpretować, mamy prawo szukać drugiego dna i jakiegokolwiek przekazu. Mamy też prawo tego nie widzieć:)
A jak to będzie naprawdę, dopiero się okaże.
I tak, polecam. Nie dla samej książki, ale dla zjawiska jakim się stała. Proszę Państwa, mamy (nie)godnego następcę Zmierzchu.
_________________
Dopisek: Zauważam w tej książce jeszcze jedno, co w samej recenzji mi umknęło: to wielki apel do społeczeństwa amerykańskiego. Powieść ta została napisana z myślą o przeciętnym człowieku, zmęczonym życiem takim, jakie przedstawiane jest w wieczornych wiadomościach, udręczonym nudną codziennością, dawno temu rezygnującym z niedoścignionych marzeń, uznając je za nienależne sobie. Przedstawicielem tychże ludzi jest Anastasia - dziewczyna młoda, mądra, z ambicjami, a mimo to przeciętna i w tę przeciętność coraz silniej wrastająca. Przeciwwagę dla niej stanowi Christian - daleki od przeciętności mężczyzna, przed którym kobietom miękną kolana, a który mogąc mieć wszystko i każdego, zdecydował się na związek z Aną, przeciętną Amerykanką. To czytelny sygnał do przeciętnego czytelnika: możesz wszystko, nie jesteś gorszy, mierz wysoko, a wiele osiągniesz, jesteś wiele wart.
Przeszłość Christiana udowadnia, że nawet taki człowiek jak on - mający za matkę prostytutkę, trafiający później do idealnej rodziny, zapewniającej wszystko, ale też z wielkimi oczekiwaniami; człowiek, którego psychika w bardzo młodym wieku została silnie nadszarpnięta, może osiągnąć wiele: wystarczy samozaparcie, wystarczą chęci. Mamy więc tutaj sygnał podwójny: Grey nie urodził się miliarderem i pewniakiem - takim uczyniło go życie, które postanowił chwycić mocno w garść, z którego postanowił wycisnąć tyle, ile się da. James podprogowo namawia: rób to samo.
Może część się z tym nie zgodzi, ale pomimo wszystko, ta książka, to powieść wielowarstwowa, której w żaden sposób nie nadinterpretuję. Wszystkie fakty podane są czarno na białym, wystarczy chcieć je dostrzec.
Niesprawiedliwością byłoby uznanie jej za całkowicie nieudaną, tylko dlatego, że ktoś mądry tak orzekł. Mamy prawo decydowania o tym, co nam się podoba, a co nie. Mamy prawo interpretować, mamy prawo szukać drugiego dna i jakiegokolwiek przekazu. Mamy też prawo tego nie widzieć:)